Kanał RSS
Kanał RSS

Pani Maria Twardowska

Lidia Bajkowska
autor fot.: Adam Wilhelm

Pierwsze Ognisko Muzyczne, które odrodziło się w Warszawie po wojnie, mieściło się w podwórku przy Nowym Świecie 22. 

Jedną z nauczycielek fortepianu była Maria Twardowska, przedwojenna, znakomita pianistka. Przeżyła podwarszawski obóz przejściowy w Pruszkowie. Opowiadała, że cudem uniknęła przesiedlenia do zachodnich dystryktów Generalnego Gubernatorstwa, gdzie przeważnie starców, kobiety i dzieci pozostawiano bez jakichkolwiek środków do życia, skazując na śmierć.

Po wyzwoleniu do Warszawy, jak wielu warszawiaków, już nigdy nie wróciła. Zatrzymała się w Milanówku, skąd dojeżdżała do pracy, do Warszawy, kolejką WKD. Dziś nie ma już tej starej, warszawskiej kamienicy, ocalałej z pożogi wojennej. Dla mnie był to pałac, chociaż lekcje odbywały się w piwnicach zamienionych na ciemne klasy. Przez zapyziałe okienka nie dochodził tam nawet najmniejszy promyk słońca. Ledwie pamiętam: egzaminy, dyrektor Kawecką, popisy i ten najważniejszy koncert w Teatrze Polskim, gdzie grałam sonatinę Clementiego. Musiałam być mała, bo podstawiono mi krzesełko pod nogi. Moja mama długo przechowywała sukieneczkę z tamtego popisu i dziwiła się, że ubranko było tak małe jak dla lalki… 

„Sala koncertowa” w Ognisku Muzycznym, zanim przeniosło się z Nowego Światu na ulicę Profesorską 6, pękała w szwach, gdyż nie mogła podołać ilościom organizowanych popisów, egzaminów i przesłuchań. 

Pani Maria Twardowska pewnie kochała Chopina, bo każdą lekcję zaczynała od zagrania uczniowi jakiegoś mazurka, walca czy poloneza. Rozcierała zgrabiałe palce i grała te utwory z pasją i uczuciem. Podobnie jak i inni uczniowie, pokochałam wtedy lekcje muzyki, a Ognisko Muzyczne wolałam od szkoły ogólnokształcącej. Moi rodzice utrzymywali z panią Marią Twardowską serdeczny kontakt, nawet wtedy, kiedy zdałam konkursowy egzamin do państwowej szkoły muzycznej i miałam nowych profesorów. Pisaliśmy do siebie listy, odwiedzaliśmy się wzajemnie. Cudny był jej domek pełen muzyki i miłości.

Pani Maria miała przecudowne serce dla dzieci, których wprawdzie sama nie mogła mieć, ale wychowywała pasierbicę. Kochała ludzi i zwierzęta. W Milanówku opiekowała się bezdomnymi kotami, narażając się na szykany bezdusznych sąsiadów. W domu miała też ukochane zwierzęta, których imiona pamiętam do dziś. Jej koty i psy żyły w tak wielkiej przyjaźni, że piły mleko z jednej miseczki.

Tacy są artyści, a przynajmniej ich większość - wrażliwi, współczujący, otwarci na świat, potrzeby ludzi i niedolę zwierząt. Zastanawiam się, jak to się działo, że w czasach komuny, w podziemiach starej kamienicy z wieloma śladami zniszczeń po działaniach wojennych uczono takimi metodami, że dzieci garnęły się do grania na różnych instrumentach. Były orkiestry dziecięce, zespoły, chóry reprezentujące naprawdę wysoki poziom.


Powiązane filmy z Google Video

Loading...
Loading...