Kanał RSS
Kanał RSS

POMÓŻ NIE ŻEBRAĆ

Żebrający na ulicy
autor fot.: Joanna Skałba

„Dając pieniądze odbierasz dzieciństwo” – to hasło zna wielu mieszkańców Krakowa. Celem akcji organizowanej m.in. przez Urząd Miasta i MOPR jest zachęcenie ludzi do nie dawania pieniędzy żebrzącym dzieciom. Jednak świadomość szkód, jakie w rzeczywistości powoduje wspieranie żebrzących dzieci, powinni mieć również mieszkańcy innych miast Polski.

Łatwy zarobek

Kraków. Centrum miasta. Piękne ulice z przylegającymi do nich zabytkowymi budynkami. Wyciągam aparat fotograficzny, ustawiam się i... „Pani daj” – słyszę nagle gdzieś z dołu cienki głosik. Widzę dziecko wyciągające do mnie rękę z nadzieją na wzbogacenie się chociaż o kilka groszy. Przetrzepuję kieszenie w poszukiwaniu drobnych, po czym rozkładam ręce w bezradnym geście. Maluch nie ustępuje. W końcu wyjmuję monety - nie mogę znieść błagalnego wzroku umorusanego chłopca. Ma nie więcej niż 8 lat.

Ilu z nas znalazło się w podobnej sytuacji? Czasem nie potrzeba nawet inicjatywy dziecka – widok siedzącego gdzieś przy drodze, grającego na instrumencie, sprzedającego kwiaty, bądź ręcznie robione kartki wystarczy, żeby wzruszyć przechodnia. Z problemem żebrzących dzieci borykają się głównie większe miasta Polski, m.in. Kraków, Poznań, Wrocław. W tych miejscach, w sezonie wakacyjnym, ich liczba przekracza nawet 150. Nieletni do ok. 15 roku życia „biorą na litość” głównie przyjezdnych, których naiwność i dobroduszność pomaga im w łatwym zdobywaniu pieniędzy. Nie wszyscy wiedzą, że taka forma „pomocy” w rzeczywistości wcale nią nie jest. Co więcej, dawane dzieciom pieniądze krzywdzą je – mówią organizatorzy krakowskiej akcji. Uczą się one w ten sposób, że zarobić można w sposób nieuczciwy i bez wysiłku. Niektóre źródła podają informacje o kwotach rzędu nawet kilkuset złotych dziennie.

Nie działają samotnie

Skąd biorą się dzieci na ulicy? Patologia w rodzinie nie jest jedyną odpowiedzią na to pytanie. Coraz częściej pomysł na zbieranie pieniędzy jest inicjatywą nie tylko rodziców, zmuszających swoje dzieci do wyjścia na ulicę, ale także samych dzieci, wzorujących się na osobach dorosłych. Nieletni często wykorzystują łatwo zarobione pieniądze w sposób nielegalny, zagrażający ich zdrowiu (np. używki). Choć przymuszanie dzieci do żebractwa, czyli wyzysk ekonomiczny, jest zjawiskiem nagannym i niezgodnym z prawem oraz Konwencją o Prawach Dziecka, to jednak staje się zjawiskiem coraz bardziej powszechnym i niebezpiecznym. Żebrzące dzieci organizują się często w zespoły zorganizowane, przeradzające się z czasem w grupy przestępcze. Wniosek z tego jest jeden: nigdy nie ma stuprocentowej pewności, do kogo trafiają dane dziecku pieniądze.

Problem społeczny

Ze zjawiskiem żebractwa zmagają się nie tylko mieszkańcy miast, lokalne władze i służby porządkowe. Na zbyt nachalne dzieci, które odstraszają potencjalnych klientów, narzekają między innymi restauratorzy. To zwykle w takich miejscach jest najwięcej ulotek informujących w języku polskim i angielskim o tym, dlaczego nie warto dawać dzieciom pieniędzy. Socjologowie podkreślają, i o tym należy pamiętać, że dopóki żebracy będą wspierani datkami, dopóty nie znikną z ulic naszych miast.

Pomagaj mądrze

„Nie daję” wcale nie musi oznaczać „nie pomagam”. Istnieją organizacje pozarządowe zajmujące się wyłącznie problemem żebractwa, które potrzebują pomocy finansowej. Warto ich szukać i w ten sposób wspierać je w tej walce. Jedną z ciekawszych inicjatyw jest działalność pracowników ulicznych, tzw. streetworkerów, rozwijana na terenie Trójmiasta w ramach projektu Agenda Bezdomności. „Najważniejszym zadaniem streetworkera, bez względu na to w jakim środowisku pracuje, są działania prowadzące do zmiany dotychczasowego trybu życia podopiecznego” – pisze na stronie internetowej Dominika Pogorzelska, koordynator programu. 


Komentarze

Mam trochę inne zdanie na temat żebrzących dzieci niż autorka powyższego reportażu. Obawiam się, że za żebrzącymi dziećmi stoją gangi zmuszające ludzi do tak haniebnego zajęcia. Przywożone są one z Rumunii razem z matkami, często są to dzieci kalekie. Czytałam, że matkom odbieram się własne dzieci i i daje inne, a potem poprzez szantaż, że nie zobaczą swoich, zmusza do takiej "pracy",
To jest straszny proceder związany z handlem ludźmi. Kiedy spotykam takie dziecko, to pytam czy jest głodne i że zaraz mogę mu kupić coś do jedzenia i sok do picia, Kiedy taki maluch przystaje na kupno mu jedzenie i picia i widzę wdzięczność w oczach, to wiem, że pomogłam bardziej niż 5 złotówką. Kiedy już nawiązałam z nim kontakt i jakieś tam zaufanie, to pytam dalej. Czy potrzebuje pomocy i czy ktoś go krzywdzi, o ile jest samo i mogę z nim porozmawiać. Takie dzieci są często pilnowane i jeśli jest z nimi kobieta, to wcale nie znaczy, że jest jego matką. Wiem, że nie powinno się dawać pieniędzy, ale odejść bez słowa, to nie ludzkie!!! Może to dziecko potrzebuje naszej pomocy, może czeka na telefon, żeby ktoś zadzwonił po policję i uwolnił je z piekła, w którym jest przetrzymywane siłą, krzywdzone, bite a może i torturowane. W takich przypadkach powinno dzwonić się na policję, Muszą przyjechać. Dziecku krzywdy nie zrobią, a może wpadną na trop szajki, która żeruje na grupie ludzi, zmuszając ich do żebractwa. Oczywiście i są tacy którzy z własnej woli i chęci tak żyją i szkolą w swoim zawodzie dzieci, Tylko proszę zobaczyć, te małe, wystraszone istoty, siedzące na bruku, w kurzu, skwarze i te opatulone, jak w zimie kwilące ściśnięte tobołki o krok od uduszenia się na 30 stopniowym upale, to pytam się, gdzie my żyjemy ? Gdzie są stróże prawa? Dlaczego nie wyśledzą takich ludzi, nie pójdę za nimi? Potrafią wytropić kibola z wielotysięcznego tłumu a nie potrafią dotrzeć do takich przypadków? A może na koniec dnia tym żebrzącym ludziom grozi nawet śmierć, że nie zebrali haraczu narzuconego im przez grupę przestępczą żyjącą z takiego kryminalnego procederu. Są kraje, gdzie po 10 sekundach matkę żebraczkę z dzieckiem zabrała by policja do wyjaśnienia, a dziecko zostałoby umieszczone w placówce opiekuńczej, Tylko nie u nas!!! Dlatego wszelkiej maści przestępcy widząc, że w Polsce można bezkarnie żebrać, kraść, nie mówiąc już o zabijaniu, znaleźli sobie na ulicach Krakowa, Warszawy i innych miast eldorado dla swoich kryminalnych działań.

Wydaje mi się, że nie do końca została zrozumiana myśl, którą chciałam przekazać w artykule. Oczywiście pisałam o tym, że za żebrzącymi dziećmi stoją często osoby trzecie i nie jest to ich własna inicjatywa. O problemie wykorzystywania przez mafie (porwania i zmuszania dzieci do żebractwa) nie wspomniałam, ponieważ w Polsce nie jest to problem dominujący – z takim zjawiskiem mamy do czynienia głównie w krajach azjatyckich. Być może powinnam tę informację uwzględnić, dlatego dziękuję za uzupełnienie myśli. Innym zagadnieniem jest temat stróżów prawa. Zgodzę się z tym, że policja i straż miejska w naszym kraju nie przywiązują do żebractwa tak dużej uwagi, jaką powinni. Niemniej jednak czytałam, że to również dzięki ich wsparciu organizowana jest akcja "Dając pieniądze odbierasz dzieciństwo". Całkowitego zaangażowania w walkę z problemem odmówić więc im nie można. W żaden sposób nie chciałam także propagować postawy obojętności wobec żebrzących dzieci. Zachowanie, o którym Pani pisze (dawanie dzieciom jedzenia, rozmowa z nimi) jest godne najwyższej pochwały - to typowa praca streetworkera. Zachęcam do przeczytania artykułu na temat tej inicjatywy: http://www.ab.org.pl/?a=streetworker1 . Co do „kryminalnego eldorado”... Jedynym lekarstwem na nie będzie wzmożona wrażliwość i czujność ludzi wobec problemu żebractwa i – powtórzę – nie dawanie pieniędzy, ale szukanie alternatywnych metod pomocy najbiedniejszym.
Pozdrawiam!

Powiązane filmy z Google Video

Loading...
Loading...