Kanał RSS
Kanał RSS

Kwiecistość języka polskiego

 

Czy w naszym kraju istnieją jeszcze ludzie nie używający przekleństw? Jak można zapobiec wdrażaniu do naszego języka coraz to nowych wulgaryzmów oraz jak przestrzec przed ich używaniem dzieci?

Nie ma chyba osoby, która zna odpowiedź na to pytanie. Kilka lat temu w szkole w Wielkiej Brytanii wprowadzono w postaci eksperymentu „szkolny limit na przeklinanie”. 5 niecenzuralnych słów w ciągu jednej lekcji - na tyle mogli sobie pozwolić uczniowie. Po przekroczeniu tego limitu, karani byli dodatkowa pracą, pogadankami wychowawczymi, czy też innymi, „wyrafinowanymi” formami nauczania. Co dziwne, pomysł ten nie przypadł do gustu rodzicom, którzy oburzeni byli formą, jaką miało przybrać wyplenianie przekleństw. Eksperyment ten niestety nie przyniósł żadnych powalających efektów. Hamowani podczas zajęć uczniowie, wynagradzali sobie wszystko podczas przerw oraz wieczorami, wymyślając coraz to nowe, obraźliwe zwroty. Jak w takim razie można sobie radzić z wszechobecnymi wulgaryzmami?

We wrześniu 2004 roku w Kodeksie wykroczeń pojawił się Art. 141 mówiący o karaniu za używanie słów nieprzyzwoitych w miejscach publicznych. W ciągu dziesięciu miesięcy od jego wprowadzenia, w samym Elblągu mandaty otrzymało 2538 osób na łączną kwotę 165 tysięcy złotych. Przepis ten wzbudził jednak wiele emocji. Ukarani burzyli się, że „nieprzyzwoite” słowo nie zostało zdefiniowane oraz, że nie ma postronnych świadków przestępstwa. Trudno osądzić, czy sposób ten wpłynął jakkolwiek na społeczeństwo, bo rozglądając się dookoła, można stwierdzić, że liczba użytkowników kwiecistego języka nadal rośnie.

Nie wszyscy są jednak przeciwni temu zjawisku. Badacze z University of East Anglia przekonują, że zakazanie przeklinania pracownikom osłabi więzi między nimi i negatywnie wpłynie na morale i motywację. Naukowcy twierdzą, że przeklinanie pełni bardzo ważną funkcję w naszym życiu, gdyż pozwala lepiej wyrażać emocje. Mowa oczywiście o używaniu, a nie nadużywaniu. Rozróżnienie wymaga jednak bardzo obiektywnego spojrzenia na własny język, a to przerasta niektórych z nas.

Oczywiście mowa tu nie tylko o młodych ludziach. Wielu nowych słów można się nauczyć także od dzieci i emerytów. Jak to zmienić? Przymusowa resocjalizacja na nic się nie zda. W wielu przypadkach na jakąkolwiek zmianę jest już za późno. Podobno nawet największe sławy przeklinają. W środowisku aktorskim stale krążą historie o skandalicznych wypowiedziach najbardziej utalentowanych osób.  Coraz częściej wulgaryzmy traktowane są jako część języka. Większość  obcokrajowców przybywających do Polski uczy się ich szybciej niż można by się było tego spodziewać. Przeklinanie coraz rzadziej jest potępiane. Zwłaszcza u mężczyzn uważa się je za dopuszczalne. Czy jest jeszcze szansa, aby nauczyć społeczeństwo używania eufemizmów, czyli „zastępników” wyrazów wulgarnych?  

Miejmy nadzieję, że w tej kwestii nigdy nie zostanie wprowadzona zasada: „czego nie da się zmienić, należy pokochać.” Intensywna praca nad sobą jest jedną z niewielu skutecznych metod radzenia sobie z tym problemem.


Komentarze

To prawda, coraz częściej słyszy się przekleństwa z ust ludzi na ulicy. Czy przepisy mogą coś w tym pomóc? Może w jakimś małym stopniu, ale na pewno efekty nie będą zadowalające.

Przypomnijmy sobie ustawę o "nie paleniu" w publicznych miejscach - niestety nadal zdarza mi się iść za kimś palącym na chodniku, mijać osoby palące na przystankach albo przed klubami (żeby wejść do środka, trzeba przejść przez chmurę dymu).

To smutne, że język polski się tak intensywnie zmienia - na gorsze! Trzeba tu zauważyć, że nasz język jest jednym z trudniejszych i bogatszych, jeśli chodzi o ilość słów i ich znaczeń.

Pytanie brzmi: skąd te negatywne zmiany? Uważam, że to zwyczajny brak kultury... Ludzie nie są wrażliwi społecznie, mają wiele braków w wychowaniu - stad przyjmują taki, a nie inny sposób mówienia.

Możemy sobie co najwyżej pożyczyć więcej kultury w narodzie - zaczynając od siebie samych. Osobiście zachęcam wszystkich do czynnego korzystania z naszego pięknego języka!

Właśnie mnie przeraża to, że przekleństwa słyszę głównie z ust starszych pań i dzieci. Odwrotną tendencję zauważam wśród moich znajomych, coraz więcej z nich przestaje przeklinać, bo po prostu wyrasta z tego. Mam nadzieję, że tak samo się stanie z tymi, którzy teraz nie potrafią żyć bez tego rodzaju przekazu emocji.