Kanał RSS
Kanał RSS

TANIEC TO MOJE ŻYCIE!

Napiszę Wam  o mojej największej miłości. Jest nią taniec. Sprawił on, że moje życie jest radośniejsze, ciekawsze i w ogóle ma jakiś sens! Dlaczego? Nie mam nikogo - ani swojej rodziny, w postaci męża czy dzieci, ani znajomych z którymi mogłabym porozmawiać. Właściwie to nie mam nikogo, kto mógłby mi doradzić w życiu – a co dwie głowy, to nie jedna. Jednak mam swoją pasję, która pozwala mi funkcjonować.

Jako dziecko miałam chodzić do szkoły muzycznej (byłam na przesłuchaniu) i grać na skrzypcach. Niestety, różne niesprzyjające czynniki uniemożliwiły mi to, czego bardzo żałuje po dziś dzień. Muzyka i taniec są związane ze sobą. Myślę, że są nawet nierozerwalnie - jedno bez drugiego nie mogłoby istnieć i zawsze będą mi bliskie. Nauka w szkole muzycznej na pewno bardzo by mi pomogła w tak trudnej dziedzinie, jaką jest taniec.

Kiedy miałam 12 lat (wtedy taniec nie był tak popularny, jak dziś) poszłam zobaczyć lekcje w jedynym z Ośrodków Kultury, który oferował wtedy ten rodzaj "ruchu". Już  po pierwszej lekcji (pierwszych jej minutach) wiedziałam, że to jest to! Połączenie muzyki (kiedyś chciałam zostać piosenkarka - śpiewałam nawet jakiś czas w różnych miejscach) i tańca (od najmłodszych lat  byłam wiercipiętką, czyli dzieckiem z temperamentem!) było dla mnie fenomenem. Tak więc zostałam w tym klubie przez 9 lat mojego życia.

Miałam mnóstwo powodów, aby to zostawić, ponieważ ze względu na moja chorobę (ZESPÓŁ TURNERA) i co za tym idzie niski wzrost (mierze tylko 140 cm) nie byłam wystarczająco reprezentacyjna, aby móc mnie "pokazać" innym i abym mogła wziąć udział w Turnieju Tańca. Marzyłam o tym przez długie lata. Jednak jedyne, co mogłam to tylko patrzeć jak moje zdrowe koleżanki zdobywają coraz to wyższe klasy taneczne. A przecież pracowałam na to tak samo ciężko, jak one. Właściwie to nawet dwa razy mocniej. Poza tym marzę o tym do dziś.

Taniec pozwolił mi się bardziej otworzyć, dodał mi pewności siebie. Nauczyłam się też świadomości własnego ciała. Nigdy nie byłam osoba przesadnie wstydliwą, ale też nieszczególnieodważną. Myślę, że taniec pomógł mi zrozumieć ze czasem trzeba wyjść z kąta i krzyknąć bardzo głośno: halo ja też tu jestem, istnieję i mam prawo głosu, zauważcie mnie! Czasami czuję się niewidzialna. Taka mało ważna, szara i nic nie znacząca dla każdego Wioletka…

A w życiu trzeba wałczyć, tylko nie każdy to potrafi. Ja zrozumiałam, że o marzenia trzeba wałczyć, nawet jeśli nigdy nie miałyby się zrealizować. Moje największe marzenie (a mam ich wiele) jest powiązane z tym, co robię. Z tańcem. Wielu ludzi na pewno zrezygnowałoby z takiej walki o marzenia na moim miejscu, szczególnie nie widząc efektów tych starań. Jednak FLAMENCO to moje życie.

Gdy trenuję wszystko nabiera innego znaczenia.Uwielbiam to uczucie zmęczenia po kilku godzinach ciężkiej pracy. Mam wtedy świadomość, ze zrobiłam coś ważnego i czuję, że to do czegoś prowadzi.

Przez długi czas (nawet teraz mi się to zdarza), gdy czegoś nie rozumiałam, wstydziłam się i chowałam. Marzyłam, żeby nauczyciel mnie nie zobaczył wtedy. Ciągle tylko dało się słyszeć uwagi: Wioleta! Noga nie tak! Ręka w innej pozycji! Za nisko, za wysoko! Wciągnij brzuch!...ufff. Zawsze trzeba pamiętać o tylu rzeczach na raz – jednak po chwili przychodziło otrzeźwienie – to przecież dla twojego dobra! Jeśli nauczyciel wytknie ci jakieś błędy, to jest to szansa dla ciebie. Taniec uczy także pokory.

Z racji mojego wzrostu miałam wiele luk w choreografiach. Niestety, kiedy moje wyższe koleżanki zajmowały miejsca z przodu, ja nie widziałam nic. Wtedy pomyślałam: przecież to dla mnie lepiej, jeśli stanę w pierwszej linii i będę widziała wszystko. Nikt mi nie zasłoni nauczyciela, a dzięki temu kto na tym skorzysta? JA! I co za tym idzie – mój taniec!

Dla mnie dzień bez tańca, jest dniem straconym, tak, jakbym go przespała i nie robiła niczego, co miałoby jakiś sens. Uwielbiam te dni, kiedy mogę sobie powiedzieć: dziś poszłaś o krok do przodu! Może mimo upływającego czasu coś osiągnę, choć wiem, że w mojej sytuacji i w moim wieku – może to być podwójnie trudne. Jednak moja dusza jest ciągle młoda.

Niestety, w moim życiu wiele rzeczy było robionych za późno. Ale czy nie jest powiedziane: lepiej późno, niż wcale? To jest moje motto.

Taniec dał mi odwagę, sprawił, że jestem „milsza” dla ludzi. Taniec uszlachetnia i sprawia, że człowiek jest bardziej szczęśliwy, pogodny, łagodny – a co za tym idzie – jest bardziej wartościowy. A życie staje się o wiele znośniejsze i lepsze.

Wiele razy słyszałam: skończ z tym tańcem! Po co się tak męczysz? Zajmij się normalnymi rzeczami (prasuj, sprzątaj, gotuj). I tak nic z tego nie masz. Ani pieniędzy, ani nigdzie nie występujesz. Jednak te słowa do mnie nie trafiają. Chcę być jedynie zdrowa i móc kontynuować moją pasję w późniejszym wieku. Widziałam tancerki w podeszłym wieku, które tak się zatracały w tańcu, że marzę o tym, aby w przyszłości zatańczyć tak, jak one.


Powiązane filmy z Google Video

Loading...
Loading...