Kanał RSS
Kanał RSS

Sprawiedliwość a'la Sikora - Fundacja Druga Szansa z Torunia cz.III

gdzieś w podróży 31.08.2010

Sam trzy razy zaszczyciłem swoją osobą ten folwark, więcej przywiozłem mu VIPów z pierwszej ligi. Pomijając, że i na mnie ten ludzki ogryzek budował swój image.

Niestety ludzie mają jedną wspólną cechę. Ukrywają swoje upadki. Nie chcą by inni dowiedzieli się, że zostali wywaleni w powietrze, czyli wykorzystani. Stąd podobni krętacze mogą się swobodnie poruszać po naszych długościach i szerokościach geograficznych, bezkarnie.

Lecz przychodzi taki moment, że trafiają na swojej drodze indywiduum, które nie odpuści, które całemu światu ogłosi, żeby uważali szczególnie najbiedniejsi, najsłabsi, na bydlę. Bo najgorsze, że każda grupa społeczna ma swojego bydlaka. Z tą różnicą, że bogatym jak zabierze oszust, to zwykle coś im jeszcze zostanie. Niestety kiedy kreatura dobierze się do najbiedniejszych tym nic nie zostaje. Najgorsze są bydlęcia które odbierają ludziom nadzieję. Niestety biedni zawsze tracą wszystko.

Dlatego nie wolno nam odpuszczać. A stwierdzenia typu, że Pan Bóg mu dowali...ok Pan Bóg zawsze kreaturom dowala. Umierają w cierpieniach, smażą się w nieskończonej otchłani. Wpadną do kręgów o których pisał Dante. Lecz to będzie za jakiś czas. Ale tu jeszcze ograbią wielu z ich ostatnich wdowich groszy. Dlatego nie wolno nam przechodzić obojętnie! Nie wolno. Postanowiłem, że jeśli mam być ostatnim sprawiedliwym, to będę.

Nie dam mu odsapnąć. Jego błędem była próba oszukania mnie. Zrobiłem wstęp. A teraz powrócę do opisania naszej rozmowy telefonicznej.

- Nie byłem na wakacjach - odpowiedział. - praca, praca, praca.
- A co tam u mojego braciszka? - tu zwrócił się z troską. - Czy nadal w drodze?
- Tak - odpowiedziałem krótko.
- Co z naszym projektem? - przeszedłem niezauważalnie dla niego do ataku.
- Tak, - zawahał się - wyczułem że jest coś na rzeczy. - po chwili już spokojnym głosem, wzmocnionym dla niepoznaki śmiechem - skończymy niebawem nasz projekt - po przerwie kontynuował. - zorganizujemy spotkanie sądzę, że pod koniec września, a może do połowy października - ciągnął swój monolog.
- Ok. - wszedłem mu w słowo - ale jestem w kontakcie z Beatą.
- Tak - znów zadrżał mu ton. - stało się to w ułamku sekundy, ktoś kto go nie zna dobrze, nawet by nie zauważył. - no właśnie z Beatą jesteśmy w kontakcie.
- To dlaczego nie zawiadomiłeś mnie o terminie spotkania? Czemu ona musiała dzwonić i ustalać to co sam mógłbyś zrobić?
- Nie czepiaj się, nie czepiaj, czyżbyś wstał dzisiejszego dnia w złym humorze? - zripostował profesjonalnie. Dlaczego profesjonalnie. Ponieważ odrzucił argument i przeskoczył na emocje, na zupełnie nieistotny szczegół. Teraz według niego powinienem zacząć się tłumaczyć, lub podnieść głos dać się wyprowadzić z równowagi. Wówczas, konsekwentnie ochronił by się przed merytoryczną dyskusją. Ale nie dałem mu tym razem szansy. Stałem się dla niego nieprzewidywalny, właśnie dlatego, że zawsze swoją niesolidnością wyprowadzał mnie z równowagi. Dlaczego, ponieważ, uwaźałem jako jego przyjaciel, że mam prawo ingerować w jego niezorganizowany świat. Oczywiście w tym mnie utwierdzał, więc płynąłem z nim na jego zasadach. Nie zakładałem najbardziej bezczelnej gry, którą ten abnegat prowadzi z całym światem, Na zasadzie kiwania wszystkich.

- Tomku skupmy się na argumentach - sprowadziłem naszą rozmowę na właściwe tory.
- Ech Braciszku, - sam wiesz ile mam na głowie - a Pani Beata pracuje w budżetówce od do - a ja mam na głowie tyle, że sam nie daję rady. - znów kolejny chwyt Kowalskiego odwrócenia uwagi. Ja pracuję w organizacji pozarządowej, która jest przez wszystkich niszczona jak to zwykle z organizacjami pozarządowymi bywa. Ale on dostał od Pana Boga kiedyś siedząc w areszcie wiadomość, że powinien pomagać najbiedniejszym, i mimo wszystkich przeciwności będzie kroczył tą niełatwą drogą. Dla zasady. - Jakiż piękny argument dla niedowiarka. Pan Bóg, walka, zmieniamy świat Jedynie czasem dodawał, że organizacji pomagających dzieciom jest tysiące, a więźniom kilka. Tym samym są środki do działania, tylko ta zła Służba Więzienna szczególnie Inspektorat w województwie kujawsko-pomorskim uwziął się na biednego prezesa Fundacji Druga Szansa. Ale on będzie trwał mimo złych ludzi, będzie świadczył sobą, że więźniowie też ludzie, a nie przedmioty. On im pomoże
- kolejny argument nie do zbicia jeśli się lepiej nie pozna prezesa Fundacji Druga Szansa.

- Zostawmy Panią Beatę czy pracuje w budżetówce czy nie. My jako ludzie pracujący w projekcie mamy przygotować profesjonalnie spotkanie. - odpowiedziałem. Cisza w słuchawce, przez chwilę. Po chwili pewnie zebrał myśli i wiedziałem co nastąpi. Pewnie zasłoni się brakiem czasu w stylu "Sławek nie mam teraz czasu, bo są u mnie wolontariusze".
- Sławek zdzwońmy się na spokojnie po południu, widzę, że jesteś teraz podenerwowany, a są u mnie wolontariusze i szykuję forum.
W duchu zaśmiałem się jakże ten krętacz jest przewidywalny.
- Poświęć mi jeszcze kilka minut ze swojego cennego czasu. - nie odniosłem się do zdenerwowania, bo liczył z pewnością, że jeśli zacznę się tłumaczyć, to czas przeciągnie w tę stronę - słuchaj, ile otrzymałeś pieniędzy z puli na projekt - to pytanie trzymałem na koniec. Wiedziałem jaki będzie skutek. Gdybym zadał je wcześniej wszystkiej narzędzia, którymi się posługuje w kontaktach z ludźmi użyłby w postawieniu zasłony dymnej. Ale zapomniałem jeszcze o ostatnim kole ratunkowym którym jest jego córka. Kiedy zdałem sobie sprawę, już usłyszałem w słuchawce.
- Sławek wieczorem na spokojnie zadzwonię, muszę córkę odprowadzić do szkoły.
Gdyby mnie widział w tym momencie to pewnie by się wściekł, że jest tak przewidywalny. Ale udawałem, że ten fortel do mnie przemówił. I zgodziłem się z nim.
- Ok zdzwońmy się wieczorem.
- W takim razie do usłyszenia. - usłyszałem.

Spojrzałem na dworcowy zegar na dworcu. Dzwoni telefon.
- Cześć Sławku, dzwoniłeś? - usłyszałem znajomy głos Grzegorza Kasprzyckiego, Pełnomocnika do spraw uzależnień przy Marszałku województwa kujawsko-pomorskiego.
- Tak chciałbym dowiedzieć się ile Tomasz otrzymał transzy.
- Ależ to nie jest tajemnicą. - Głos zwrócił się do dziewczyn, które musiały być w jego biurze. Za moment do mnie powiedział
- pięć transzy. Została jeszcze jedna do wypłacenia.
- Dziękuję za informacje, Ale obawiam się, że Tomasz jest nieuczciwy wobec mnie. Kłamie!! Chyba będziemy musieli się spotkać z nim jak przyjadę do Torunia.
- A kiedy zamierzasz przyjechać? - spytał Grzegorz Kasprzycki pełnomocnik do spraw uzależnień w województwie kujawsko-pomorskim.
- w przyszłym tygodniu. - odpowiedziałem
- Zapraszam do biura.
- Dam znać.
- Pozdrawiam
- Pozdrawiam


Popatrzyłem na zegar. i pomyślałem. Dam Kowalskiemu jeszcze dziesięć minut niech nacieszy się swoim cwaniactwem. Kiedy wskazówka przesunęła się na kwadrans. Wystukałem jego numer.
Podniósł.
- To powiedz mi ile dostałeś pieniędzy. Z tego co wiem to Pani Beata powiedziała mi, że pięć transz wypłacił fundacji Urząd Marszałkowski? - bez wstępu zaatakowałem spokojnym głosem.
Nie był na to gotowy. Zamilkł. Chciał tym razem być może ciszą przetrzymać moje argumenty. Ale pewniej powodem był brak argumentów, musiał pozbierać myśli.

(wlaśnie Koło mijamy przestało padać. ruszamy. Zamyśłiłem się na moment)

- Oj Sławek daj spokój, ona sama nie wie co mówi, wiesz jak to jest z budżetówką.
- W takim razie jeśli ona cię pogrąża, to wyjaśnij ten fakt z nią - Jakby nie słyszał mojej riposty.
- Budżetówka -
- Posłuchaj, ile dostałeś pieniędzy? - zaatakowałem. Usiadłem na ławce i przyglądałem się gołębiom karmionym przez starszą panią, która malutką dziewczynkę ubraną na różowo przywoływała do siebie. Niestety dziewczynka nie słuchała starszej pani maszerowała przed siebie jakby chcąc się uwolnić od natręctwa pani karmiącej ptaki.
- powiedz ile transz otrzymałeś - powtórzyłem.
- jedną.
- Ok.
- ile to jest pieniędzy?
- ok 5 tys.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że masz pieniądze na nasz projekt.?
- Ile potrzebujesz.
- w poniedziałek wyślę na konto w Aliorze?
- Ile wyślesz?
- 500 złotych.
- Ok.
- W takim razie jesteśmy w kontakcie - odpowiedziałem.
- Trzymaj się i uważaj na siebie - odpowiedział.

Zirytował mnie. Ale zdałem sobie sprawę, że zastosował dwie kolejne techniki, próba przekupstwa, i zainteresowanie drugim człowiekiem. Lubimy czuć się w centrum uwagi. Pomyliłem się, zastosował trzy techniki. Trzecia to odwlekanie.

Wyszukałem numer telefonu do Beaty policjantki. I za kilka minut zdałem jej relacje z przeprowadzonych rozmów z Grzegorzem Kasprzyckim pełnomocnikiem do spraw uzależnień w województwie kujawsko-pomorskim i z Tomaszem Kowalskim prezesem Fundacji Druga Szansa w Toruniu.
Ok po trzydziestu minutach zadzwoniłem do Kowalskiego trzeci raz. Odebrał.

- Dlaczego mówisz, że otrzymałeś jedną transzę, jak wiem, że przelano ci pięć transz?
- Mówię prawdę. Na jeden projekt dostałem jedną transzę, a na drugi pięć transz. Muszę sprawdzić w papierach.
- Dobrze sprawdź. - pozwoliłem mu brnąć w kłamstwo i w ślepą uliczkę.
- Sprawdzę i do Ciebie wieczorem oddzwonię.
- Wiesz, muszę kończyć rozmowę bo wsiadam do autobusu.
- Dobrze, dobrze.
- To jesteśmy w kontakcie.
- Trzymaj się. - tym razem nie zainteresował się moim stanem ducha, życiem, czy innymi szczegółami które wsparłyby jego wiarygodność

(przyjechaliśmy do Włodawy)
Starszy Pan siedzi na przeciwko młodej kobiety. Ona ręce klasycznie w pozycji zamkniętej. Noga na nogę. On na przeciwko jej ręce oparte na poręczach nogi szeroko. Ona gestykuluje. Jedną ręką. druga nieustannie przy ciele. Niesamowita jest mowa ciała. Nie poprawia teraz włosów. Tak jak robiła to wcześniej dopóki nie było jej towarzysza w przedziale. Zwolniło się miejsce i towarzyszka zaprosiła go do przedziału. Mocno gestykulował. I w pewnym momencie poprosiłem go o to by mniej machał mi przed komputerem. Przeprosił się mnie. Powiedziałem że nic złego się nie stało.

Pogoda chyba w Warszawie będzie dobra.


Powiązane filmy z Google Video

Loading...
Loading...